Zabawa na nibyObserwując swobodną zabawę dwu-, trzylatka dziwić może fakt, że kolorowe zabawki, które do niedawna były interesujące, teraz już nie przyciągają jego uwagi. Maluch swojego ulubionego misia, wóz strażacki zamienia na garnek i łyżkę, bo można za ich pomocą „gotować”, śrubokręt czy też klucz, którym można otworzyć drzwi, tak jak to robi mama albo tata. W takich sytuacjach zastanawiamy się: Dlaczego tak się dzieje? I czy to oznaka zwykłego znudzenia, wynikającego z monotonii zabawy wciąż tymi samymi przedmiotami? Nic bardziej mylnego! Zakup nowej porcelanowej lalki w aksamitnej sukience, samochodu z przyczepą nie odciągnie dzieci od łyżek, misek, śrubokrętów i innych „zabawek” dla dorosłych. I bardzo dobrze! A dzieje się tak dlatego, ponieważ podstawowym sposobem uczenia się we wczesnym dzieciństwie jest naśladownictwo. Dziecko podpatruje i naśladuje obserwowane zachowania osób dorosłych. Jeśli mama czy też tata czytają bajki, to dziecko zapewne samo będzie sięgało po książki i „czytało” misiom, naśladując zachowania rodziców. Czynności wykonywane przez dorosłych, okazują się być równie magiczne i pociągające jak opowiadanie o wróżkach, czarnoksiężnikach i smokach. Takie zabawy można nazwać zabawami „na serio”. Dzieci bawią się przedmiotami, których używają rodzice, starsze rodzeństwo a przedmioty te spełniają swoje typowe funkcje np. klucz otwiera drzwi, a w łyżką miesza się w garnku. Dla dziecka nie ma znaczenia dokonany przez dorosłych podział na „zabawki i zabawę” oraz „przedmioty i czynności osób dorosłych”. Cokolwiek dziecko interesuje, interesuje je, dlatego, że jest nowe, zagadkowe i niepoznane. Jednakże każdy, kto przynajmniej raz obserwował takiego malucha wie, że zabawy te nie trwają długo. I to, co szybko zostało zauważone jako nowe, zagadkowe i niepoznane równie szybko staje się rozpoznane, oswojone a przez to już mniej interesujące. Dziecko w gruncie rzeczy zainteresowane jest samym działaniem, a nie jego rezultatem. Ważne jest otwieranie drzwi a nie ich otworzenie. Wyobraźmy sobie taką sytuację … maluch „mocuje się” z otwieraniem drzwi, co chwilę zmienia obiekt zainteresowania…drzwi wejściowe, drzwi kuchenne etc. Po 10 minutach nikt z domowników nie wie, gdzie są klucze …nie wie tego nawet „mały klucznik”. A czas goni, trzeba wyjść! W myślach przewijają się pytania: Czy warto było pozwolić na taką zabawę? Warto! A może skoro trwała tak krótko, była jedynie dziecięcym kaprysem? Nie była! …w myśl słów Konfucjusza: „POWIEDŹ MI A ZAPOMNĘ, POKAŻ- A ZAPAMIETAM, POZWÓL MI DZIAŁAĆ, A ZROZUMIEM”. |