Zaangażowany Tata
Nie ma wątpliwości, że kochamy nasze maluchy. Wielkim nakładem pracy zapewniamy im szczęśliwe, twórcze dzieciństwo. Chyba nikt nie poświęca temu siły i czasu tak, jak matka. A jednak zdrowie naszych pociech zależy też od ojca. Zdarza się, że ojciec jest nieobecny (tak, jak było to na przykład w moim przypadku) – nie oznacza to, że dziecko będzie chore, naznaczone na zawsze, ale będzie musiało zmierzyć się z trudnościami, jakich nie napotyka dziecko dwojga rodziców. Ojciec jest ważną postacią. Nie tylko jego fizyczna obecność, ale przede wszystkim jego zaangażowanie. Zatem, drogie mamy (i drodzy ojcowie), na podstawie czego spodziewać się zaangażowania naszego partnera? Jak go w tym wspomóc? Poniższy tekst powstał z inspiracji Amerykańskiego artykułu badawczego S. Coltrane ' Fathering: Paradoxes, Contradictions, and Dilemmas do przeczytania w: Kimmel, Messer (red) (2007) Men's Lives. USA: Pearson Nasza historia zaczyna się bardzo dawno. Już w pierwszej księdze Biblii czytamy o ojcach – gdzie sam Bóg przedstawiany jest jako odwieczny, kochający Ojciec. Mówimy też o ojcach założycielach Stanów Zjednoczonych. Ojcowizna przez setki lat była ważną formą własności. Katolicy ojcem nazywają papieża. Kiedy mężczyzna staje się ojcem (podobnie, jak dzieje się to kiedy kobieta staje się matką), w jego psychice zachodzą znaczne zmiany – zaczyna zmieniać się jego spojrzenie na samego siebie (już nie tylko 'jestem Tomasz', 'jestem informatykiem', 'jestem Polakiem', ale od tej pory także 'jestem tatą'); do ról przez niego pełnionych dochodzi jeszcze jedna (rola oznacza nie tylko bycie kimś, ale i robienie czegoś, odpowiedzialność za coś); przestaje być tylko dużym chłopcem (albo jest nim w mniejszym stopniu...); nagle zaczyna lepiej rozumieć i bardziej utożsamiać się ze swoim ojcem – poznaje spojrzenie z innej strony. Istnieją przynajmniej dwa rozróżniane modele zaangażowania ojca w życie rodziny. Model intymny, bliski, oraz model odległy, oddalony. Ojcowie angażujący się w sposób bliski noce spędzają ze swoją rodziną, są obecni podczas porodów, rozmawiają podczas wspólnych posiłków oraz pomagają w opiece nad dziećmi. Ojcowie należący do drugiej grupy noce spędzają bez żon i dzieci, nie biorą udziału w porodach, posiłkach czy rozmowach. Co ciekawe, społeczeństwa w których dominuje model zaangażowania bliskiego okazują się być bardziej pokojowe i mniej wojownicze. Żeby się zaangażować w rodzicielstwo, mężczyzna musi mieć do tego pomoc czworakiego rodzaju: motywację, umiejętności i poczucie kompetencji, odczuwać aprobatę społeczną i otrzymywać wsparcie instytucjonalne. Przyjrzyjmy się im. Jedną z najlepszych motywacji jest dobry wzorzec, jaki nasz mężczyzna obserwował w swoim domu rodzinnym. Jeśli ojciec naszego partnera okazywał troskę, kochał swoje dzieci i angażował się w ich życie, możemy mieć duże nadzieje, że taka konstelacja się powtórzy. Przyglądając się rodzinie męża pamiętajmy jednak, że zewnętrzne przejawy zaangażowania są modyfikowane przez kulturę oraz konkretny okres historyczny – podczas gdy w plemionach Oceanii mężczyźni śpią w jednym łóżku z córkami i nie ma w tym nic zdrożnego, w Stanach Zjednoczonych uznano by to za przestępstwo. Podobnie zmiany oglądamy w naszym kraju na przestrzeni kilkudziesięciu lat: w latach 70 i 80 ojcowie swoje zainteresowanie rodziną mogli okazywać głównie poprzez przynoszenie do domu pensji i zakup najnowszego modelu Frani (cóż, niektórym pozostało to do dziś...). Nacisk społeczeństwa był i jest duży. Inną motywacją niż wzór rodzinny jest dla mężczyzny (jak i dla kobiety) system wartości, jaki wyznaje. Wartości związane z wiarą są szczególnie wpływowe. Osoby identyfikujące się (wewnętrznie – nie tylko zewnętrznie) z Judaizmem, a także z chrześcijańskim systemem wartości wysoko cenią sobie dobro rodziny, okazywanie miłości i dbanie o dobrostan i rozwój dziecka. Czy robi to bo są to Mitzvot (dobre uczynki), czy też stara się uświęcać swoje życie, będzie na to intensywnie pracować. Umiejętności, jakie w tej dziedzinie mężczyzna posiada, oraz jego poczucie kompetencji – pewności, że potrafi, że umie, są niezwykle ważne. Skąd nasz mężczyzna ma takich umiejętności nabyć? Przede wszystkim od nas, od kobiet. Jeśli sam w dzieciństwie czy młodości nie opiekował się młodszą siostrą, być może ma starszą, która pokazuje mu, jak opiekować się niemowlęciem. Jeśli zaś wychowywał się jako jedynak, to wy jesteście jego 'jedyną nadzieją'. Ucząc go, zachęcając i stopniowo włączając go w pierwsze czynności, tworzycie w nim kapitał ojcostwa – zwiększacie jego poczucie kompetencji, które w przyszłości pozwoli mu bez strachu zajmować się przedszkolakiem czy prowadzić trudne rozmowy z nastolatką. Badania pokazują, że czasami to my, kobiety, uniemożliwiamy rozwój ojca w naszym mężu (niestety, drogie panie!). Boimy się, że 'on coś popsuje', albo 'nie umie tego zrobić!', albo myślimy czasami (co tak cichutko odzywa się w naszym sercu), że 'to moja działka, moja domena... on znowu chce być lepszy..'. To nie są łatwe decyzje i trudno jest czasami pozwolić, otworzyć przed nim drzwi tego idealnego, harmonijnego świata relacji matki i jej dziecka... Kolejną sprawą ważną w rozwoju naszego zaangażowanego tatusia jest aprobata społeczna. Przez lata w XX wieku mężczyźni spotykali się z negatywną oceną, jeśli wkraczali w dziedziny postrzegane jako 'kobiece'. Do dziś mężczyzna-pielęgniarz czy mężczyna-przedszkolanka wywołują niepokój lub nawet kpiny. Pamiętam, kiedy podczas rekrutacji na szkolenie natknęłam się na dokumenty pana po kursie pielęgniarstwa: 'a co z nim takiego, że poszedł na pielęgniarstwo?' pomyślałam. Ot i stereotypy. Warto zauważyć, że powszechne poglądy równają zaangażowanie w takie dziedziny ze zniewieściałością. To jeden z podstawowych błędów (i moich, przyznaję). Męskość mężczyzny nie jest sprzeczna z przewijaniem kupy czy pokazywaniem się z córką. Tymczasem nasze społeczeństwo często nie ułatwia bycia ojcem. Co możemy zrobić? Możemy spróbować znaleźć wśród naszych znajomych takich, którzy prezentują poglądy podobne do naszych, którzy akceptują zaangażowanie mężczyzn w życie domowe (przy okazji, nasz 'tatuś' nie będzie czuł się samotny – dużym problemem dla zaangażowanych ojców jest to, że ich kumple nie rozumieją tego i nie podzielają zainteresowań). Mimo że nie możemy od razu zmienić całego naszego środowiska, być może taka grupa odniesienia zachęci i wesprze mężczyznę w okazywaniu miłości, która drzemie na dnie jego serca... Kolejny czynnikiem, który wspomaga ojców w ich ojcostwie to wsparcie instytucji. Brutalna prawda. Nie wszystko zależy od naszej tożsamości, poczucia kompetencji, czy najgorętszych nawet emocji. Dużą pomocą jest wspominany od niedawna urlop tacierzyński. Podobno w prawie polskim ma pojawić się od 2010 roku. W tym momencie z 20 tygodni urlopu przysługującego po urodzeniu dziecka, pierwszych 14 tygodni może wykorzystać tylko matka, o kolejnych rodzice mogą zadecydować dowolnie. Nowa ustawa wprowadzałaby początkowo tydzień tacierzyńskiego, a od kolejnego roku dwa tygodnie urlopu dla ojca. Zasiłek dla samotnie wychowujących dziecko obejmuje i ojców, i matki. Odbierać dzieci z przedszkola mogą oboje bez problemów (jak wiemy, inne osoby muszą mieć pisemne upoważnienie podpisane przez rodzica bądź prawnego opiekuna). A zatem: mamy, piękne żony, dzielne kobiety! Przyjrzyjmy się naszym partnerom i wykonajmy gest w ich stronę – dla nich, tak jak i dla matek, zaangażowanie się w wychowywanie dzieci może być cudowną przygodą, a dla waszych pociech bezcennym skarbem. Tatusiowie! Bycie ojcem nie oznacza utraty męskości (popatrzcie choćby na Lindę). Macie wielką możliwość dania waszym dzieciom siebie – one tego właśnie potrzebują. Krystyna Chojnowska
Ukończyła studia na wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizując się w terapii rodzin i małżeństw. Pasjonuje ją osobisty kontakt z ludźmi, służenie wsparciem i pomocą tym, którzy tego potrzebują, a także odkrywanie w ludziach ich potencjału i powołania. Od dwóch lat wspiera działalność poradni, z której usług skorzystać mogą nieodpłatnie wszyscy potrzebujący. Jako że z udzielaniem pomocy wiąże swoje życie, szkoli się i dokształca, rozwijając możliwości niesienia pomocy. Prywatnie jeszcze nie mama, ale zaangażowana siostra świeżo upieczonej nastolatki, oraz ciotka czwórki miłych dzieciaków. Żródła:
http://wyborcza.pl/1,75478,5863604,Od_2010_r__bedzie_urlop_tacierzynski_.html
http://www.edziecko.pl/rodzice/1,79355,4224996.html
|